Forum www.oopowiadania.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Korzystna miłość +18 [NZ] 1-2 Rozdział 26.08.2009r.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.oopowiadania.fora.pl Strona Główna -> Fan fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marisa
Gość



Dołączył: 21 Lip 2009
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 16:00, 26 Sie 2009    Temat postu: Korzystna miłość +18 [NZ] 1-2 Rozdział 26.08.2009r.

Postanowiłam zamieścić na tym forum moje opowiadanie, aby poznać opinię tutejszych użytkowników. Jest to moje pierwsze opowiadanie, a rozdziały będą pojawiać się w małych odstępach czasowych, bo jestem już na etapie 20. Czekam na komentarze i krytykę. Zamieszczam od razu dwa rozdziały, abyście mogli coś więcej powiedzieć na temat tego ff.
Bohaterowie są ludźmi. Bella przeprowadza się na studia do Nowego Jorku(bardzo oryginalne Very Happy ) ale historia ta nie polega na kwitnięciu związku B&E, który nie będzie mieć racji bytu, ale o tym przekonacie się już sami:) . pozdrawiam i zapraszam do czytania
BETA: lilczur

Rozdział 1

Podejmowane przez nas decyzje możemy podzielić na przemyślane i spontaniczne. Mając do czynienia z tymi pierwszymi, jesteśmy bardziej pewni co do ich słuszności, ponieważ mieliśmy czas na zastanowienie się i wzięcie pod uwagę wszystkich za i przeciw. Zdajemy sobie sprawę z ich konsekwencji i nie są one dla nas zbyt wielką niespodzianką. Z kolei te drugie podejmowane są przeważnie bez zbytniego użytku naszego rozumu. Ich dobrą stroną jest to, że mogą zapewnić nam sporo dobrej zabawy, wielu niezapomnianych przygód, jak również wiele kłopotów. Zastanawiacie się pewnie co skłoniło mnie do tych refleksji? Już wam wszystko wyjaśniam.
Zacznę może od tego, co dzieje się w tej właśnie chwili. Jest upalne, wrześniowe popołudnie, siedzę sobie w taksówce na tylnim siedzeniu, gdzie szyby nie chcą się odsuwać oraz gdzie nie dociera podmuch zimnego powietrza wydzielający się z deski rozdzielczej. Zaczyna brakować mi świeżego powietrza, co niedługo może spowodować duszności. Moje plecy kleją się do oparcia, a kierowca nuci w rytm jakiejś starej piosenki, lecącej w radiu, która strasznie mnie denerwuje. Biorąc pod uwagę to, iż kierowca śpiewa bardzo nieczysto i w dodatku tylko ostatnie wyrazy ze zdań, piosenka coraz mniej mi się podoba. Ba! Ona wcale mi się nie podoba, a teraz jej już nienawidzę. A wszystko to za sprawą tej jednej, bardzo spontanicznej decyzji, podjętej przeze mnie. Całe moje, do tej pory w miarę uporządkowane i zaplanowane życie, zrobiło podwójny fikołek, od którego mam mdłości. Kiedy pomyślę, co może mnie teraz spotkać, dochodzi do tego jeszcze ogromna migrena. Otóż tydzień temu zgodziłam się zamieszkać z dwiema obcymi dla mnie dziewczynami, ponieważ niedawno wróciłam z pracy za granicą i musiałam szukać mieszkania na przysłowiowy „łeb i szyję”. Moi rodzice nie są biedni, prowadzą własną, dobrze prosperującą firmę. Moja mama Renee jest nadopiekuńcza, zawsze stara się chronić mnie przed wszystkim i chce znać każdy szczegół, dotyczący mojego życia. Natomiast mój ojciec Charlie jest strasznie zapracowany, bardzo rzadko się widujemy, a nawet jeśli już jest w domu, to i tak za dużo ze sobą nie rozmawiamy. No bo o czym może rozmawiać nastoletnia córka, posiadająca problemy w stylu „z którym chłopakiem chodzić”, z ojcem, który ma pod sobą dziesiątki ludzi i kieruje nimi? Chciałam za wszelką cenę się od nich odciąć i być niezależna, dlatego wyjechałam za granicę. Początkowo w moim planie było tylko zwiedzanie, zabawa z nowo poznanymi ludźmi, dopiero później dostałam propozycję pracy w barze jako kelnerka, którą podjęłam z powodu braku innych zajęć. Niestety wakacje się kończą i trzeba wracać do domu, a studia to wprost idealne rozwiązanie, by być z dala od niego. Odnośnie mojego nowego miejsca zamieszkania, obawiam się tylko współlokatorek, no bo skąd mam wiedzieć, kim one są i czy będę w stanie się z nimi porozumieć? Nie żebym była nieśmiała, bo to absurd. Jestem osobą bardzo kreatywną i towarzyską, która radzi sobie w każdym otoczeniu, co nie oznacza, że w każdym dobrze i swobodnie się czuję. Dlatego zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, że zgodziłam się z nimi zamieszkać?
- Jesteśmy na miejscu. - Z zamyślenia wyrwał mnie kierowca taksówki, który pociągając nosem, odwrócił się do tyłu i zlustrował mnie od góry do dołu. Podałam mu pieniądze i wyszłam z samochodu. Taksówkarz również wyszedł i już zaczęłam się martwić, że czegoś ode mnie chce, na przykład numeru telefonu albo za mało mu zapłaciłam i chce się upomnieć, ale gdy zobaczyłam, jak otwiera bagażnik i wyciąga z niego moje torby, to popukałam się w myślach po głowie i postanowiłam udać się w najbliższym czasie do psychiatry. A do tego czasu pilnować głowy na karku, bo niedługo nawet o niej zapomnę. Taksówkarz podał mi torby i odjechał, a ja spojrzałam w górę na budynek, w którym miałam spędzić najbliższy rok.
Weszłam do środka, a następnie udałam się do windy i przycisnęłam przycisk z napisem „5”. Kiedy wysiadłam na wybranym piętrze, przeszłam przez krótki odcinek korytarza, mijając po drodze grupę dzieci, skaczących w gumę. Widok ten przypomniał mi moje młodzieńcze zabawy i czas, kiedy nie przejmowałam się tym, co przyniesie następny dzień, co ja mówię, następny kwadrans. Stanęłam przed drzwiami z numerem „41” i trzymając w górze zaciśniętą dłoń, zastanawiałam się, czy nie zawrócić i już nigdy się tu nie pokazać. Nie zrobiłam tego, ale delikatne i ciche pukanie świadczyło o moim niezdecydowaniu. Drzwi otworzyły się nagle i szybko, a za nimi stała drobna dziewczyna o krótkich, czarnych i postrzępionych włosach. Była niższa ode mnie i kojarzyła mi się z chochlikiem. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech, który odsłaniał rządek śnieżnobiałych zębów. Była ładna.
- No witaj, już myślałam, że się zgubiłaś i że będziemy musiały cię szukać, a przecież nawet nie wiedziałyśmy jak wyglądasz – na jednym wydechu rozpoczęła swoje przywitanie ta sympatyczna istotka. – No, ale już dwa razy mnie zaskoczyłaś, po pierwsze jesteś, a po drugie pewnie bym cię poznała, bo wyobrażałam sobie ciebie jako wysoką, szczupłą brunetkę. No i śliczną, oczywiście. O rany, gadam i gadam, ale to dlatego, że już nie mogłam się ciebie doczekać. – Wyciągnęła do mnie rękę na przywitanie i przeszła do dalszej części powitania.
– Nazywam się Alice Cullen i jestem twoją nową współlokatorką. Cieszysz się z tego, że będziemy miały wspólny pokój? Mam nadzieję, że tak. Nic się nie martw, nie chrapię i nie mówię przez sen. Podobno – powiedziała dziewczyna i znowu uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Wypowiedziała te słowa tak szybko, jakby już wcześniej miała przygotowaną tę kwestię. Tak bardzo byłam w nią zapatrzona, że zapomniałam języka w ustach. Gdy w końcu po jakiejś chwili poukładałam sobie w głowie wszystko to, co powiedziała, postanowiłam równie sympatycznie odpowiedzieć na przywitanie.
- Miło mi cię poznać. Jestem Isabella, ale dla przyjaciół Bella. - Potrzasnęłam delikatnie jej dłonią. W tym momencie Alice, nadal ściskając moją dłoń, podniosła leżącą na ziemi torbę drugą ręką i wciągnęła mnie do środka.
- Rozgość się, w końcu to również twój dom. Na prawo jest nasz pokój, na lewo łazienka, prosto kuchnia, a po drodze do naszego pokoju są drzwi do pokoju Rose. A, no właśnie – to powiedziawszy, pobiegła po drugą dziewczynę. Wykorzystałam tę chwilę na rozglądnięcie się po mieszkaniu. Korytarz, w którym stałam, był szerszy niż przypuszczałam, na ścianie obitej fioletową tapetą z czarnymi wzorkami, wisiało duże lustro ze złotą ramą. Moje obserwacje przerwała Alice, która wyszła z pokoju wraz z drugą współlokatorką.
- Strasznie się cieszę, że z nami zamieszkałaś. Już nie mogę doczekać się czekających nas imprez. Zobaczysz spodoba ci się. A tak w ogóle to jestem Rosalie Hale, ale mów mi Rose – powiedziała wysoka, długowłosa blondynka o zielonych oczach i przytuliła mnie do siebie. Trochę mnie zdziwił tak przyjacielski gest ze strony obcej dziewczyny, przecież dopiero co się poznałyśmy.
- Zobaczysz, będziemy świetnymi przyjaciółkami – powiedziała Alice, jakby czytała mi w myślach.
Po tym zapewnieniu złapały mnie pod ręce i zaprowadziły do naszego pokoju. Od razu mi się spodobał. Od dołu pomalowany był na brązowo, a od środka, w nierównej linii, na pomarańczowo. Sufit był koloru ecru albo po prostu kiedyś był biały i zżółkł od promieni słońca. Szybko odpędziłam tę myśl, bo widać było, że to dzieło moich nowych koleżanek. Na oknach umieszczone były pomarańczowe rolety, dwa białe storczyki stały w doniczkach na parapecie. Ładne zasłony były podpięte metalowymi motylami. Na parkiecie leżał kwiecisty dywan koloru czekolady. Alice podniesieniem głowy wskazała moje łóżko, przykryte brązową narzutą, z wyhaftowanymi wzorami. Byłam oczarowana tym pokojem.
- Przepraszam za to – pokazała właśnie tę narzutę z bliżej nieokreślonymi wzorkami. – Jeśli ci się nie podoba, możemy wymienić.
- Nie, jest piękna. Ale nie mogę przyjąć takiego prezentu! Oczywiście zaraz ci oddam pieniądze, tylko powiedz mi ile? – zapytałam i już zaczęłam wyjmować z podręcznej torebki portfel, gdy złapała mnie za rękę.
- Przestań, przecież od teraz co moje to i twoje, daj spokój – powiedziała, siadając na moim łóżku wraz z Rose. Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok, niby to rozglądając się po pokoju.
Ujrzałam dużą szafę z ciemnego drewna, stojącą blisko mojego łóżka oraz stolik nocny w podobnym kolorze, z lampką nocną. Kiedy zobaczyłam, że Alice również ma podobną szafę i stolik, uśmiechnęłam się do dziewczyn i usiadłam z nimi na łóżku.
Przez następne 3 godziny snułyśmy opowieści o swoim życiu, aby w ten sposób lepiej się poznać. Alice opowiadała o swoich rodzicach oraz dwóch braciach. Jeden z nich był chłopakiem Rose. Zaśmiewałyśmy się również z historii dotyczących brata Rose – Jaspera, który z kolei był chłopakiem Alice. Całkiem zabawna ta sytuacja, wprost nasuwało się powiedzenie „wszystko zostaje w rodzinie”. Dziewczyny zaproponowały mi wspólny wypad do kina z ich facetami, ale odmówiłam, tłumacząc się zmęczeniem, tym że muszę dać znać swoim rodzicom, ale tak naprawdę nie chciałam wyglądać jak jakaś przyzwoitka na tej podwójnej randce. Kiedy dziewczyny wyszły z pokoju, żeby się przygotować, usiadłam wygodnie na łóżku, wyciągnęłam laptopa i napisałam mamie e-maila. Zapewniłam ją, że żyję i dotarłam do mieszkania, które bardzo mi się spodobało, że poznałam dziewczyny, z którymi już się polubiłyśmy. Na koniec poprosiłam, żeby się nie martwiła oraz obiecałam, że odezwę się, kiedy wydarzy się coś więcej.
Drzwi do pokoju cichutko się otworzyły.
- Na pewno nie chcesz z nami iść? Poznasz chłopaków, będzie fajnie – Alice wychyliła tylko głowę i zapytała z nadzieją w głosie, po raz kolejny w dniu dzisiejszym uśmiechając się przyjacielsko.
- Na pewno. Jestem strasznie padnięta, ale następnym razem nie odmówię – odpowiedziałam, wyciągając głowę do przodu, żeby ją lepiej widzieć
- Czyli jutro? – Alice wyszczerzyła zęby i już chciała zamknąć drzwi.
- Ale co jutro? – zawołałam i uniosłam jedną brew w geście zdziwienia.
- No, na jutro jesteśmy umówione. Lecimy, bo chłopaki już czekają – powiedziała i zamknęła głośno drzwi. Chyba nie usłyszała tego jak kazałam jej ich pozdrowić, chociaż kto wie?
Sprawdziłam pocztę, poczytałam jakieś nowinki i zamknęłam komputer. Wyjęłam z torby kosmetyczkę, koszulę nocną i postanowiłam dopiero jutro zabrać się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Leżąc już w łóżku, po uprzednim zażyciu relaksującej kąpieli oraz umyciu głowy ulubionym szamponem truskawkowym, nagle sobie o czymś przypomniałam. Wyskoczyłam z łóżka, pobiegłam w kierunku torby i przeszukałam ją w celu znalezienia telefonu. Kiedy odnalazłam moją zgubę, z powrotem udałam się w kierunku łóżka, przykryłam się kołdrą i napisałam wiadomość o takiej treści:
„Hej Słońce. Chciałam Cię przeprosić za to, że piszę dopiero teraz, ale wcześniej byłam zajęta. Współlokatorki są bardzo fajne i na pewno się zaprzyjaźnimy. Mieszkanie, jak i cały Nowy Jork, bardzo mi się podoba. Właśnie kładę się spać i już za Tobą tęsknię. Bella.
Wybrałam w książce telefonicznej numer Jacoba i wysłałam wiadomość.

Rozdział 2

- Wstawaj śpiochu! – powiedziała Alice, próbując jednocześnie ściągnąć ze mnie kołdrę. Z mojego gardła wydobyło się tylko drobne jęknięcie i z powrotem przykryłam głowę poduszką. Czego ode mnie chciała tak wcześnie? Nic nie jest na pewno ważniejsze od mojego snu!
- Ileż można spać? Nie dość, że położyłaś się o wiele szybciej od nas, spałaś jak zabita kiedy wróciłyśmy, to teraz jeszcze budzisz się później niż my – Alice nie ustępowała.
- Miałam ciężki dzień, muszę to odespać – odpowiedziałam jej z wielką łaską. Nagle zapadła cisza, pomyślałam więc, że w końcu sobie odpuściła. Kiedy jednak chciałam się odkryć, w celu potwierdzenia tych myśli, ktoś wskoczył na moje łóżko i zaczął mnie łaskotać. Nie wiedziałam, co się dookoła mnie dzieje, spanikowałam i zaczęłam piszczeć. Alice widząc, że jestem już całkowicie przytomna, przestała mnie torturować, ale nadal siedząc na mnie, powiedziała:
- Obiecałaś mi, że dzisiaj gdzieś wyjdziemy, ale nie możemy się nigdzie wybrać bez wcześniejszych zakupów. Wstawaj więc, ubieraj się i maszeruj do kuchni, bo śniadanie ci wystygnie. – Pocałowała mnie w policzek, zeszła ze mnie, uwalniając przy tym moje płuca i powodując tym samym, że zaczęłam oddychać niczym astmatyk, a następnie wyszła z pokoju. Czyli to było takie ważne i nie mogło poczekać? Boże, zamieszkałam z jakąś zakupoholiczką!! To gorsze niż alkoholizm, pracoholizm i narkomania! Nie chodzi o to, że nie lubię zakupów, wręcz przeciwnie – uwielbiam je, ale żeby dla nich wyrywać mnie z objęć Morfeusza to już gruba przesada!
- Może mam pomóc ci się ubrać? Jeśli chcesz, wybiorę ci strój. – Alice znowu wróciła do pokoju i otworzyła moją szafę.
- Co takiego wczoraj robiłaś, że nie miałaś czasu się rozpakować? A zresztą, nie ważne, zrobię to za ciebie, bo muszę się czymś zająć. – Rzuciła się w kierunku mojej torby i zaczęła wyciągać z niej ubrania.
- Nie nadążam za tobą – stwierdziłam z niekłamanym zdziwieniem. – To ja może pójdę zjeść to śniadanie, a ty sobie nie przerywaj. – Wychodząc pocałowałam ją w policzek.
- Alice, tylko się nie wczuwaj, bo za chwilę musimy jechać – usłyszałam najpierw głos Rose, dochodzący z kuchni, a później jej chichot.
- Spokojnie, nasza kochana Bella chyba specjalnie zabrała mało rzeczy, żebym się nudziła, ale po dzisiejszych zakupach to się zmieni – odpowiedziała Alice, wywołując jeszcze głośniejszy chichot Rose.
- Czekajcie, po kolei: co robimy i po co? – zapytałam zdezorientowana, powoli przytomniejąc.
- Jedziemy na zakupy, a wieczorem na imprezę. Aha, poznasz w końcu chłopaków i w ogóle miasto, tutejsze życie, no i zakupy z nami – Rose już prawie piszczała. Wskazała mi talerz z płatkami i krzesło obok niej.
- Nie zapominaj o tym, że to będzie trudniejsza misja, bo nie kupujemy tylko rzeczy na imprezę, ale również musimy odświeżyć i poszerzyć garderobę Belli – zawołała Alice z naszego pokoju.
- Zobaczysz, będzie fajnie. – Rose podniosła rękę i poczochrała nią moje, i tak już pomięte, włosy.
- Nie wątpię – stwierdziłam już z większym entuzjazmem i zabrałam się za jedzenie.
- Dziękuję za śniadanie, jesteście kochane – powiedziałam w przerwie między kolejnymi łyżkami.
- Wiemy – odpowiedziały obie razem, jakby porozumiewając się telepatycznie.
Kiedy skończyłam jeść, wstałam od stołu i umyłam talerz. Pomyślałam, że przynajmniej tyle mogę zrobić. Wróciłam do pokoju, wzięłam ubrania, które podała mi Alice i udałam się do łazienki. Umyłam zęby, twarz, ubrałam biały podkoszulek, jeansowe rurki i związałam włosy.
- Szybko, nie ma czasu do stracenia, chcesz, żeby wykupili nam wszystko ze sklepów? – Rose zapukała do drzwi łazienki.
- Może coś nam zostawią. - Wytuszowałam tylko rzęsy, a usta przejechałam błyszczykiem, bo na dokładniejszy makijaż nie było już czasu.
- Zamówiłyście taksówkę? – zapytałam wychodząc z łazienki i kierując się z powrotem do pokoju.
- Kochana, jedziemy samochodem Rose – usłyszałam, przechodząc w korytarzu obok Alice, która ubierała właśnie balerinki.
Wyjęłam spod łóżka moją torbę, ubrałam buty i wyszłyśmy we trójkę z mieszkania. Na parkingu, mijając po drodze kolejne samochody, stanęłyśmy w końcu przed najbardziej wyróżniającym się autem. Było to metaliczne porsche carrera. Moja dolna szczęka z hukiem opadła na dół, a oczy wyszły z orbit.
- Czy to twój samochód? – Zakrztusiłam się własną śliną.
- Piękny, prawda? – Rose uśmiechnęła się szeroko i otworzyła przednie drzwi.
- Łał! Nie wiedziałam, że aż tak dobrze ci się powodzi. – Usiadłam z tyłu, ponieważ Alice zajęła już miejsce z przodu.
- Bello, kochanie, gwarantuję ci, że jeszcze mało widziałaś. Ale wszystko w swoim czasie. – Rose włączyła silnik i z piskiem opon wyjechała z parkingu.
Jechałyśmy około 30 minut, słuchając w tym czasie głośnej muzyki i nie rozmawiając ze sobą. W końcu mogłam sobie szczerze odpowiedzieć, że jednak dobrze zrobiłam, zamieszkując z nimi. Okazały się bardzo sympatyczne. Nie znały mnie nawet 24h, a już uważały mnie za swoją przyjaciółkę. Wtedy przypomniałam sobie o Jake’u i wyciągnęłam z torebki telefon. Miałam jedną wiadomość:
„Cukiereczku, ja też strasznie za Tobą tęsknię i nie gniewam się na Ciebie, gdzież bym mógł. Niedługo Cię odwiedzę i mam nadzieję, że razem poszalejemy w tym wielkim mieście.
Do tego czasu bądź grzeczna i nie zapomnij o mnie. Jake :*”
Uśmiechnęłam się sama do siebie i schowałam telefon. Właśnie wjechałyśmy na parking wielkiego centrum handlowego, zaparkowałyśmy i z ogromnym entuzjazmem weszłyśmy do
budynku.
Byłyśmy chyba w każdym sklepie i w każdym coś kupiłyśmy. Alice na poważnie mówiła o poszerzeniu mojej garderoby i wrzucała mi mnóstwo rzeczy do przymierzalni. Kiedy wyszłam z jednej z nich w czarnej, błyszczącej bluzce z tzw. „wodą” i wielkim dekoltem, oraz krótkiej jeansowej mini, dziewczyny wytrzeszczyły oczy i gapiły się na mnie jak na modelkę.
-Wyglądasz kapitalnie – krzyknęła Rose i zaczęła klaskać w dłonie
- Spadłaś nam z nieba. Teraz będziemy mogły cię malować, układać ci włosy, ubierać – rozmarzyła się Alice.
-Yyy dzięki, ale ja nie jestem waszą lalką – zaczęłam się śmiać.
- Ty jesteś naszą… yy... modelką – rzuciła Rose i wepchnęła mnie z powrotem do przymierzalni.
- Bello, miałabyś coś przeciwko, żeby pójść na lunch z nami i naszymi chłopakami? – Alice nieśmiało zapytała
- No jasne, że nie! To oczywiste, że chcę ich w końcu poznać. – Wyszłam w przymierzalni, zabierając wszystkie przymierzone rzeczy.
- No bo właśnie Jasper napisał do mnie, że wracają z treningu i są niedaleko – odparła, chowając komórkę do swojej torby.
-Treningu? To co takiego trenują? – Naprawdę mnie to zaciekawiło.
- Ehmm, kosza. Grają w reprezentacyjnej drużynie, więc często trenują. – Alice zmierzała już w kierunku kasy, biorąc ode mnie część rzeczy, na co skinęłam tylko głową.
Kiedy zaniosłyśmy wszystkie torby do samochodu, poszłyśmy do pizzerii o nazwie „Florenz”. Tam, przy stoliku znajdującym się w głębi sali, siedziało dwóch przystojniaków. Obaj byli ubrani w obcisłe T-shirty, podkreślające ich zapierającą dech muskulaturę. Jeden z nich, brunet, o wiele bardziej postawny niż jego kolega, pomachał w naszym kierunku i trącił łokciem drugiego, który miał przydługawe blond włosy i właśnie przeczesywał je palcami. Kiedy podeszłyśmy do nich, obaj wstali, zaś brunet pocałował w policzek Rose, obejmując ją i przyciągając do siebie. Natomiast blondyn złapał Alice za rękę i czule się uśmiechnął. Ta dwójka nie okazała sobie uczuć w inny sposób np. pocałunkiem czy czymś podobnym, ale ich spojrzenia mówiły wszystko.
- Jestem Jasper. – Blondyn wyciągnął w moim kierunku dłoń.
- Bella. – Podałam mu swoją i wykrzywiłam usta w lekkim uśmiechu.
- A ja Emmet. – Również brunet wyciągnął rękę na przywitanie.
- Siadajcie dziewczyny, zamówiliśmy już naszą ulubioną pizzę i colę. – Jasper znowu przeczesał włosy palcami. Doszłam do wniosku, że to może być jakiś jego tik nerwowy.
- Bajka tam z jedzeniem, nie widzisz, że nowa piękność wkracza w szeregi naszej paczki? Zachowujesz się, jakby jedzenie było najważniejsze. – Emmet puścił mi oczko.
- I kto to mówi, największy obżarciuch jakiego znam. – Jasper zaczął się śmiać, a my zaraz za nim.
- Hej, hej kolego nie podlizuj się tak, bo ci to na dobre nie wyjdzie. – Rose puściła swojemu chłopakowi sójkę w bok, ten zaś podskoczył na krześle, wylewając przy tym colę na Jaspera.
- No pięknie, jak ja teraz wrócę do domu? – Jasper zaczął wycierać mokry T-shirt serwetkami stojącymi na stole, ale nic to nie dało. Koszulka przylgnęła jeszcze bardziej do jego ciała, dokładniej ukazując jego mięśnie.
- Przynajmniej raz w życiu porządnie ją wypierzesz. – Emmet poklepał swego kolegę po ramieniu. – Wiesz co Alice, podziwiam cię, że wytrzymujesz z nim i jego śmierdzącymi koszulkami – zwrócił się tym razem do Alice.
Podczas tej wymiany zdań, obie z Rose śmiałyśmy się do rozpuku, nie próbując już tego ukryć.
- Gdybyś był kobietą, to wiedziałbyś, że uwielbiamy ten samczy zapach – odgryzła się Alice.
- Rose, dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? – Emmet wyglądał na zagubionego.
- To dlatego zawsze chcesz się spotykać ze mną po treningu? – Jasper zwrócił się do swojej dziewczyny i zmarszczył brwi.
- Hahaha – już nie mogłam się opanować i salwa śmiechu rozniosła się po pizzerii. W ślad za mną poszły dziewczyny i teraz we trzy skręcałyśmy się pod stołem. Chłopcy siedzieli zdezorientowani, ponieważ zdziwiła ich nasza reakcja.
- Powiedzcie, z czego się śmiejecie, bo nie kumamy? – Emmet uderzył ręką w stół.
- Ej faceci, czy wiecie co to sarkazm, czy słyszeliście słowo ironia? Przecież Alice żartowała, nie mówcie, że wzięliście to na poważnie? – próbowałam wypowiedzieć te słowa w miarę zrozumiale, ponieważ nie mogłam przestać się śmiać.
- Dziewczyny, normalnie zazdroszczę wam tych facetów, są tacy słodcy i kochani. – Szeroki uśmiech nadal nie schodził z mojej twarzy.
Słysząc mój komentarz, dziewczyny nagle ponownie zaczęły się śmiać. Miałam wrażenie, że tym razem ze mnie. Czyżbym to ja była tą słodką i naiwną, jak określiłam przed chwilą chłopaków?
- Dobra, teraz to ja nie wiem, z czego się śmiejecie. – Uniosłam jedną brew do góry czekając, aż w końcu się uspokoją.
- Bello, chodzi o to, że nie tylko oni są tacy i już niedługo się o tym przekonasz. – Rose pogłaskała mnie po ramieniu.
-Yyy, co? – spytałam całkowicie zagubiona.
-Nic, nic, nieważne, niech lepiej żyje w błogiej nieświadomości. – Emmet zaczął gestykulować rękami, jakby chciał, aby słowa jego dziewczyny rozpłynęły się w powietrzu.
- Ehh, i tak nie rozumiem. – Machnęłam ręką.
Kiedy zjedliśmy, udaliśmy się w piątkę na parking. Emmet i Jasper siedzieli z przodu auta, ponieważ nie zmieściłabym się między nimi z tyłu, a siedząc obok dziewczyn czułam się o wiele swobodniej.
- Belluniu, nastaw się na mega imprezę i ostre picie, bo może to być dla ciebie szok. – Emmet popatrzył na mnie, wysiadając z samochodu.
- Żebyś się nie zdziwił. – Wystawiłam mu język.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo bym tego chciał, dziewczyny w naszej ekipie to kiepskie zawodniczki. – Emmet puścił całusa Rose, ta zaś popatrzyła na niego morderczym wzrokiem.
- Emmet, nie strasz naszej Belli. A tak w ogóle, to ty wcale lepszy nie jesteś. – Alice wykrzywiła się w stronę brata.
- Dobra, koniec tematu – zakończył dyskusję, a my chichocząc udałyśmy się do mieszkania. Za nami podążyli chłopcy, niosąc nasze zakupy. Kiedy weszliśmy do mieszkania, położyli torby na podłodze, pocałowali swoje dziewczyny w policzek i już mieli wychodzić, gdy nagle brat Alice odwrócił się gwałtownie, jakby coś sobie przypomniał. Ruch ten spowodował zderzenie się z Jasperem, jednak Emmet zignorował to, podszedł do mnie i powiedział:
- Do wieczora, Bello. – Przytulił mnie w swoim żelaznym uścisku, aż zabrakło mi tchu. Po chwili postawił mnie z powrotem na ziemi, pocałował Rosalie po raz kolejny i wyszedł za Jasperem, zamykając drzwi. Odruchowo walnęłam się w czoło i zaczęłyśmy się śmiać.
- Oni są świetni, gdzie ich znalazłyście? – Zaczęłam podnosić torby z ziemi i zanosić je do pokoju.
- No wiesz, jeden to mój brat, a drugi to brat Rosalie, jakoś tak wyszło – zaczęła tłumaczyć Alice. Pokręciłam jedynie głową i wyjęłam ubrania z worków. Podałam je następnie Alice, która już otworzyła moją szafę, zaś Rose przyniosła kolejne torby.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nieznana
Gość



Dołączył: 24 Paź 2009
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z cudownego miejsca
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:19, 01 Gru 2009    Temat postu:

Więc moja kochana, maris:* Twój ff jest cudowny i generalnie jestem nim strasznie, ale to strasznie zachwycona, jedynie czego mi brakuje. To częstych aktualizacji Very Happy
Z początku polubiłam Edwarda, jednak gdy pojawiła się Tanya zaczął mnie niemiłosiernie wkurwiać Zachowywał się jak dupa wołowa. Tu kocha Bellę i jej pragnie, a tu jest z Tanyą, no proszę. Jeszcze tak nie zdecydowanego faceta chyba świta nie widział

Życzę ogromnej weny i czasu

pozdrawiam,
nz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sonea
Fanatyk



Dołączył: 03 Lip 2009
Posty: 1071
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Świat.
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:33, 05 Maj 2010    Temat postu:

Naprawdę ciekawy tekst. Oryginalny może nie, ale na pewno ciekawy. Widać, że ciężko nad nim pracowałaś i włożyłaś w niego coś więcej niż kilka kartek rzuconych w kąt. Tego Ci właśnie gratuluję. Pisz dalej, zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Ave Wena,
Sonea.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexise
Gość



Dołączył: 05 Lip 2010
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:27, 05 Lip 2010    Temat postu:

o ł je Ale zajebiste, strasznie mi się podoba !
I piszesz w taki języku, że się chce czytać Kwadratowy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.oopowiadania.fora.pl Strona Główna -> Fan fiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin